O koreańskim Miyavim…

…który okazał się być „dzieckiem” Yoshikiego.
 To dopiero chory tytuł/podtytuł posta! Ale nie bez przyczyny tak napisałam a nie inaczej. ^.~
Otóż dzisiejsza notka dotyczy interesującego artysty którego ludzie ochrzcili jednocześnie „koreańskim Miyavim” [ dla niewtajemniczonych, Miyavi to japoński artysta który swoją pop rockową muzykę opiera w dużej mierze na niesamowitych umiejętnościach gry na gitarze] i „dzieckiem Yoshikiego” [ Yoshiki to lider i perkusista legendarnego X-Japan które zapoczątkowało Visual Kei]. A mowa tu o No Min Woo, znanym też kiedyś jako „Rose”, perkusista THE TRAX, zespołu spod skrzydeł SM lub obecnie, jako solista ICON. A więc skąd tak ciekawe przydomki? Otóż, jeżeli chodzi o nawiązanie do Miyaviego, to oczywiście chodzi o grę na gitarze, którą Min Woo bardzo chętnie wykorzystuje w swoich utworach, znacznie bardziej wyraziście od innych koreańskich artystów pop używających żywych instrumentów, np. CN Blue czy FT Island. 
                                                               No Min Woo na żywo
Miyavi na żywo
I właśnie z tego względu, że „żywa” gitara nie raz jest nieodłącznym elementem jego występów wzięło się porównanie do słynącego z energetycznej gry na gitarze Miyaviego. Drugi przydomek, myślę, że znacznie dziwniejszy, jak sądzę, jest nadany z dwóch powodów. Po pierwsze, jak już wcześniej wspomniałam Min Woo grał na perkusji w THE TRAX a więc łączy tych dwóch panów instrument a po drugie zdarza się że wyglądają dosyć podobnie… w zasadzie nie tak znowu często można to zauważyć ale trzeba przyznać, że mają w sobie coś podobnego. 
Dwa zdjęcia po lewej to Yoshiki, dwa zdjęcia do pary po prawej to Min Woo
Dodatkowo, można wspomnieć o tym, że za czasów THE TRAX Min Woo przypominał całkiem mocno przedstawiciela Visual Kei.  
Muszę, przyznać szczerze, że zafascynował mnie ten fenomen jednego człowieka którego kojarzą z dwoma japońskimi gwiazdami muzyki. Być może nie każdemu, jego twórczość przypadnie do gustu, jednak sądzę, że warto dać szansę No Min Woo, bo ma wiele do zaoferowania. Jako artysta rockowy czy popowy lub nawet jako aktor [ polecam Full Hose 2 – bardzo przyjemna, choć typowa, drama]. Oczywiście fanów j-rocka, może nie przekonać a może nawet mogą trochę się zawieść bo nie jest tak wielkim mistrzem gitary jak Miyavi czy perkusji jak Yoshiki jednak w takim wypadku mogę tylko na pocieszenie zaproponować obejrzenie coverów Hyde w jego wykonaniu. To powinno się Wam spodobać. ^-^
PS: Jako ciekawostkę, mogę dodać fakt, że gdy Min Woo był jeszcze członkiem SM Family ludzie lubili go także porównywać z Heechulem z Super Junior. (Facet, normalnie, podobny do wszystkich xp) 
A co Wy sądzicie o No Min Woo?           

Lolita : Gothic; Kuro; Shiro; Mono

A więc odrobina wiadomości na temat powyżej wymienionych rodzajów Lolity. 

Mono Lolita

Definicje są bardzo krótkie, proste i nie różnią się za bardzo od siebie. To co mnie skłoniło do napisania o tych stylach razem to fakt podobnej kolorystyki która wbrew wszystkiemu ma ogromne znaczenie w Lolita Fashion. ;) Gothic Lolita, jest zdecydowanie najpopularniejszym gatunkiem wśród Lolit. Styl ten zapoczątkował Mana i do tej pory jest guru jeżeli chodzi o te sprawy. Gothic Lolity noszą [przynajmniej w większości przypadków] klasyczne sukienki, charakterystyczne dla tego stylu, raczej bez wzorów najczęściej w kolorystyce biało-czarnej choć w obiegu nie raz są różne kolory pasujące do mrocznego "imejdżu" czyli np. : fioletowy, granatowy czy czerwony. Częstym dodatkiem są także motywy gotyckie takie jak np. krzyże jednak nie jest to konieczność. Bardzo podobne do Gothic Lolit są Mono Lolity. To co je odróżnia to dwuczęściowy strój składający się z sukienki i bluzki pod spodem. Ważny jest także kontrast między dwoma częściami ubrania. Kiedy sukienka jest czarna to bluzka musi być biała i na odwrót. Brak takiego podziału możemy zauważyć u Kuro Lolit które charakteryzują swoje stroje czernią. Tak naprawdę to jest jedyna zasada a więc jedyny kolor
Aka Lolita
jaki możemy na sobie mieć to czerń [„kuro”- jap. czarny]. Dodatkowo Kuro Lolity są z reguły pozbawione motywów gotyckich. Shiro Lolita ma dokładnie taką samą definicję co Kuro Lolita tylko, że kolor czarny zamienia się na biały. Oczywiście, jak pewnie większość się domyśla istnieje także wiele innych Lolit dzielonych ze względu na kolory tak więc istnieją np. Aka Lolita [czerwień] Sax Lolita [niebieski] Pink Lolita [różowy] itd. jednak te podgatunki są zdecydowanie mniej popularne niż Shiro i Kuro i różnią się jedną zasadnicza rzeczą – poza podstawowym kolorem jest używana biel.   

C-pop cz.I

Czyli trochę teorii na temat chińskiego [popularnego] rynku muzycznego.

Top Combine
Otóż, wbrew pierwszej myśli, że do c-popu możemy zaliczyć tylko muzykę z Chin  prawda jest taka, że do owego gatunku zaliczamy również artystów z Tajwanu [choć w przypadku Tajwanu, często jest mowa o oddzielnym traktowaniu gdyż ich muzyka wywodzi się z japońskiej „enka” a nie z muzyki shidaiqu], Hong Kongu i Singapuru. Oczywiście jeżeli jakiekolwiek utwory są wykonywane w języku chińskim ale przez np. Koreańczyków to oczywiście także zaliczamy je do c-popu. Dodatkowo c-pop możemy podzielić, zasadniczo, na dwie grupy: mando-pop i kanto-pop ze względu na takowy podział języka chińskiego, czyli odmianę katońską i mandaryńską. Z początku kanto-pop był zwalczany przez rząd ze względu na postrzeganie go jako lewicowy [okres japońskiego ataku na Mandżurię i chińskiej wojny domowej] tak więc był oznaczony jako „żółta muzyka” czyli promująca prostytucję, narkomanię itd. Później za sprawą, artystów którzy zaczęli łączyć oba języki np. Teresa Teng, kanto-pop przestał być tak piętnowany. Należy też wspomnieć, że chińska muzyka popularna sięga swoich początków lat 20 jednak forma w której obecnie możemy podziwiać c-pop trwa właściwie niedługo bo zaczęła się kształtować zaledwie kilkanaście lat temu w dużej mierze dzięki Jay Chou [wiele osób może go znać także z roli Kato w Green Hornet ]. Najwięcej reprezentantów tego gatunku rodzi się w Tajwanie i Szanghaju a przedstawię część z nich w kolejnej notce dotyczącej c-pop’u.^^  


 -------------------------------------------------
źródło:
http://echiny.pl/kultura/muzyka-chin/c-pop/
http://pl.wikipedia.org/wiki/Chi%C5%84ski_pop

Czemu muzycy decydują się zostać przedstawicielami VK?

To jest dobre pytanie, więc poszukałam na nie odpowiedzi i przedstawiam Wam ją poniżej. 

Tak naprawdę, tego typu pytania są często zadawane w przeróżnych wywiadach i szybko można zauważyć, że poza niewielką ilością wyjątków istnieje kilka powtarzalnych powodów dla których muzycy wstępują do zespołów Visual Kei.
Oczywistym powodem wydaje się być muzyka. Bardzo częstą odpowiedzią jest „jestem fanem ……..  więc automatycznie sam zapragnąłem dołączyć do tego nurtu„ . Tak więc jako fani różnych bandów, myślę, że możemy doskonale zrozumieć uczucia którymi kierują się muzycy, tę chęć podążania drogą sowich idoli. Kolejnym, częstym powodem wstąpienia w szeregi Visual Kei jest posiadanie znajomych którzy już stoją w owych szeregach. To wydaje się być całkiem naturalne postępowanie. Gdy nasi przyjaciele obracają się w danym kręgu kulturowym, to jednocześnie nas w niego wciągają, tak samo jest w tym przypadku. Pewnie muzycy nawet nie zauważają kiedy to ze zwykłych facetów zamieniają się w takich co to noszą makijaż i jakieś lateksy. : D No i trzecim, jednym z najczęstszych powodów wyboru VK jest fascynacja tym zjawiskiem. Każdy z nas, jeżeli lubi tą scenę to z pewnością wie jak potrafi urzec. Niesamowite stroje, bezpłciowość, szeroki wachlarz gatunków muzyki itd. robią swoje a jeżeli coś nam się podoba to chętnie dołączamy do ludzi którzy to wykonują. To całkiem proste.
No i na koniec zostaje typ odpowiedzi „wyjątkowej”. Jak już wspomniałam wcześniej, pojawia się rzadko i nie da się jej nazwać jednym z typowych powodów decydowania się na Visual Kei ponieważ są to rodzaje odpowiedzi opartych na jakiś wyjątkowych przeżyciach, celach czy odczuciach. Na ten przykład, za jeden z „wyjątkowych” powodów uznałabym marzenie o zostaniu większą legendą Visual Kei niż X-Japan. : p 

A Wy, chcielibyście zostać większymi legendami niż X-Japan? xD  
----------------------------
źródło:

 

Chciałam poinformować, że notka pokazuje się trzy dni wcześniej ponieważ jutro wyjeżdżam i w związku z tym w środę nie byłabym w stanie nic naskrobać. Dodatkowo, istnieje możliwość, że w kolejnym tygodniu nie pojawi się w ogóle notka [ale mam nadzieję, że jednak będę miała okazję się odezwać] za co z góry przepraszam.

W ciemnym zaułku k-popowego fandomu

Czyli o bezpodstawnej „mani własności”


Będąc jakiś czas fanem owego gatunku nie można, nie zauważyć przeróżnych zgrzytów  a w tym roszczenia sobie praw do muzyki przez fanów. Dzisiaj chciałabym zwrócić uwagę właśnie konkretnie na tę, że tak to ujmę, „manię własności”. Ona, jak sądzę, zawsze istniała w tym fandomie ale ostatnio można było wiele o niej usłyszeć za sprawą artykułów w Esce, co skłoniło mnie do naświetlenia sprawy, która niestety, nie jest przyjemna. Ale po kolei.

Co chcą osiągnąć zespoły?
Oczywiście, rozgłos. Jak można łatwo zauważyć, k-pop staje się coraz popularniejszy a tym samym, wytwórnie tworząc zespoły coraz bardziej liczą na to, że ich podopieczni będą zdobywać nie tylko ojczysty i azjatycki rynek ale także światowy. Sami muzycy, także z pewnością pragną być wielkimi gwiazdami które mają wiernych fanów na całym świecie. Więc czy to od strony wytwórni czy wykonawców, pozyskanie fanów jest celem, koniecznością i sukcesem.

Czego pragną fani?
I tutaj niestety pojawia się rozbieżność. Oczywiście są tacy którzy pragną tego samego co zespół ale są także tacy którzy chcą, żeby ich zespół odnosił sukcesy, żeby ich idole mogli otrzymywać miłość od wielu fanów… ale jakoś wiele osób wcale nie chce się dzielić tą muzyką. Takie zachowanie, podzieliłabym na trzy podgrupy. Pierwsza występuje u koreańskich fanów. Dla nich, idole którzy śpiewają w ich ojczystym języku, są ich „skarbem narodowym” i dumą. Czymś, czym można się pochwalić ale przede wszystkim jako koreańskie gwiazdy są, no cóż… koreańskie i reszta świata nie powinna sobie rościć do nich żadnych praw. Jako drugą podgrupę oznaczyłabym Azję [przede wszystkim Wschodnią, ale wiadomo, że na Filipinach czy Singapurze także k-pop jest znany]. A więc co azjatyccy fani mają do powiedzenia? Z grubsza to samo tylko, że muzycy zostają przekształceni ze „skarbów narodowych” na „skarby azjatyckie”. No i ostatnia grupa fanów, reszta świata. A więc co mogą twierdzić biali czy też czarni fani? No chyba oni nie mogą w jakikolwiek sposób sobie przywłaszczać k-popu, prawda? Ale niestety znaleziono sposób. [od razu zaznaczam, że choć zaczęłam mówić o światowym fandomie to opieram się na tym europejskim ponieważ z innym nie miałam styczności. ] W końcu k-pop jest w mniemaniu niektórych tylko dla wybranych. Ich azjatyckie zespoły są zarezerwowane tylko dla nich i innych wtajemniczonych więc jakikolwiek rozgłos jest jak najbardziej… niepożądany. Znanym „argumentem” są także „sezonowi” fani jednak przecież każdy zespół takich posiada a w dodatku każdy z nas był owym „sezonowym” fanem. Przecież od razu nie darzyliśmy wielką miłością zespołu którego znaliśmy dwie piosenki na krzyż. Aby stać się prawdziwym fanem trzeba przejść pewien okres czasu w którym albo pogłębi się nasze zainteresowanie albo je stracimy. Niemniej, nawet z „sezonowych” fanów istnieje pożytek, bo gdy przeżywamy wielką fascynację zespołem to dużo o nim mówimy a tym samym nasi znajomi także dowiadują się o danym bandzie i kto wie, być może się nim zainteresują?
Taką postawę „k-pop dla wybranych” niestety reprezentuje wielu naszych ojczystych fanów.

Skupiając się na polskich sprawach.
A więc wrócę do wspomnianej na samym początku Eski która ku swojemu nieszczęściu zdecydowała się napomknąć kilka razy o zespołach z Korei. Chodzi tutaj zaledwie o kilka króciutkich artykułów jak np. z EXO o ich combacku z "Growl" czy B.A.P. z "Badman" a także kilka słówek na tweeterze mówiących o piosence 2NE1 [tu akurat notka była naprawdę fajnie przyjęta ^^] czy SHINee. Oczywiście, jako fani powinniśmy się cieszyć, że nasze zespoły zyskują coraz więcej uwagi i to w dodatku ze strony mediów a nie tylko internautów ale skończyło się na wprost mówiąc chamskim, oburzającym i niekulturalnym zachowaniu. Wystarczy przeczytać kilka komentarzy pod wpisami Eski by wprawić zwykłego fana k-popu w niesmak i wstyd. Dla przykładu : klik klik Prawdę mówiąc, czasami można nawet przeczytać groźby typu „usuńcie artykuł bo inaczej was zabiję” co jest atakiem słownym, naprawdę...poniżej pasa. Ale tu już nie chodzi nawet tylko o przypadek Eski bo czy to coś się wspomni o azjatyckich zespołach w polskiej gazecie czy wiadomościach to pojawiają się tony bardzo negatywnych, w większości przypadków niedojrzałych komentarzy. A to niestety nic nam nie daje a tylko ujmuje.    

Co Wy o tym sądzicie?  Także Was denerwuje takie zachowanie czy wręcz przeciwnie, popieracie je?